DSC_3879

Osiedle Przyjaźń: U studentów bez zmian

07.02.2015

Tagi: Bemowo, Jelonki, student, studia, warszawa,

Kilka tygodni temu rozmawialiśmy ze Zdziśkiem, który mieszkał w na Osiedlu Przyjaźń w latach siedemdziesiątych. Dzisiaj rozmawiamy ze studentką, która obecnie mieszka w drewnianych domkach. Czy przez ostatnie 40 lat – to szmat czasu! Coś się zmieniło? Czy te akademiki nadal gwarantują przeżycia inne niż wszystkie? Przekonajcie się sami. 

Dodamy tylko, że studentka z którą rozmawiamy nazywa się Oliwia i ma za sobą już ponad rok mieszkania na osiedlu i ostatnio zaangażowała się w projekt badawczy związany  z jego historią.

Jak to się stało, że trafiłaś właśnie na Osiedle Przyjaźń? Wiedziałaś, że trafisz do domków, które wzniesiono dla radzieckich budowniczych Pałacu Kultury?

Wiedziałam dokąd trafię, ale chyba nie do końca zdawałam sobie sprawę jak do będzie w rzeczywistości wyglądało. Na początek trzeba się oczywiście było dostać na studia i zgłosić chęć zamieszkania w akademiku. Ponieważ akurat te akademiki są „pod opieką”, mojej uczelni, czyli Akademii Pedagogiki Specjalnej, kolejnym krokiem było przyznanie miejsca właśnie przez nią. Wskazanie to nie jest jednak nieodwołalne. W przypadku domków na Osiedlu Przyjaźń dość często zdarza się, że studenci trafiają do swoich pokoi tylko na kilka dni. Warunki nie są tutaj zbyt dobre i to wiele osób odstrasza. Są to chyba najtańsze akademiki, ale różnica pomiędzy nimi a innymi nie jest szokująca. Mieszkanie w nowych budynkach położonych bliżej bemowskiego ratusza to koszt o kilkadziesiąt złotych większy.

Wprowadziłam się do swojego domku w najwcześniejszym możliwym terminie. Najpierw musiałam zgłosić się do administracji po klucze a potem odnaleźć swój pokój. Za pierwszym razem nie było to takie łatwe. Następnego dnia wprowadziła się pierwsza współlokatorka, ale jej warunki się nie spodobały i uciekła do nowych. W między czasie zdążyłam się poznać z dziewczyną z innego pokoju, która była w podobnej sytuacji. Było z tym później jeszcze trochę zamieszania, ale w końcu zostałyśmy razem w jednym pokoju.

Jakie było Twoje pierwsze wrażenie? Co Cię najbardziej zaskoczyło?

Po przeprowadzeniu się tutaj poczułam się trochę jak w skansenie w środku miasta. Drewniane domki, które wyglądały jakby od lat się nie zmieniły. Wszystko schowane za ogromnymi drzewami – skojarzyło mi się to raczej z jakąś małą wioską niż ze stolicą. To nie jest typowy widok dla Warszawy.

Szybko się jednak okazało, że to jest bardzo fajna okolica. Na samym osiedlu jest cicho i zielono. Sklep osiedlowy jest wprawdzie tylko jeden i niestety trochę drogi, ale na szczęście do dyskontów, centrów handlowych i kin jest blisko. Dojazd do centrum i metra również nie zajmuje zbyt wiele czasu. Nie ma na co narzekać.

Wspomniałaś, że Twoja pierwsza współlokatorka dość szybko się wyprowadziła. Ty jednak zostałaś pomimo niedogodności. Dlaczego?

Poznałam fajnych ludzi, z którymi nie chciałam się rozstawać. Trzeba tutaj dodać, że podobno funkcjonuje taka niepisana zasada, że jak porzucasz drewniane domki na rzecz wygodniejszego lokum, właśnie z powodu warunków, to już nie jesteś wart dalszej znajomości (śmiech) – to oczywiście nie jest brane na poważnie, ale na wszelki wypadek wolałam się o tym nie przekonywać na własnej skórze. Poza tym to miejsce ma wiele plusów.

Czyli nie tylko cisza i zieleń? W czasach PRL studenci bardzo sobie cenili swobodę i brak portierów.

Wygląda na to, że czasy się zmieniają, ale studenci nie. Brak portiera robi ogromną różnicę. Można wchodzić i wychodzić z budynku o każdej porze dnia i nocy. Nikt też nie sprawdza czy wpadają do Ciebie znajomi, ani co tak naprawdę robisz. Poziom kontroli jest znikomy, a to studenci lubią. W końcu nie po to się człowiek wyprowadza z domu rodzinnego, żeby być na każdym kroku pilnowanym.

Wolność ponad wygodą.

Komfort mieszkania to nie wszystko. Ja wyprowadziłam się z dużego jednorodzinnego domu. Nie dzieliłam łazienki z sąsiadami i współlokatorami. Po akademikach nie oczekiwałam cieplarnianych warunków.

ara

Na Osiedlu Przyjaźń bez większych zmian. Po lewej studenci w roku 2015 po prawej 42 lata wcześniej.

Jednak to właśnie brak wygód odstrasza wielu studentów. Jak teraz wygląda zakwaterowanie? Studenci nadal mieszkają po cztery osoby w pokoju?

W naszym domku jest piętnaście pokoi dwuosobowych i dwie jedynki z oknami na werandę. Przez jakiś czas mieszkałyśmy w jednym pokoju w trzy osoby, ale to nie było zbyt wygodne. Nie bardzo sobie wyobrażam jak można by było mieszkać we cztery.

Z tego co wiem trochę się zmieniło w kwestii toalet. U nas w domku teoretycznie jest damska i męska, ale kolegów mamy tylko trzech, więc tym podziałem się nie przyjmujemy. Pod prysznic nie trzeba chodzić do łaźni, ale pod ten, który mamy raczej nikt nie odważy się wejść bez klapek na nogach. Pod prysznicami czasami leci zimna woda zamiast ciepłej, ale ostatnio administracja zabrała się za naprawę.

Teoretycznie sprzęt taki jak pralki czy lodówki udostępnia administracja, ale rzadko udaje się coś pozyskać i wtedy trzeba sobie radzić. W poprzednim roku problemem w naszym domku był brak pralki – trzeba było korzystać z tych dostępnych w innych akademikach lub wozić ciuchy do domu, co  było dosyć uciążliwe. W tym roku, mieszkająca z nami dziewczyna, która studiuje na ASP, przywiozła swoją pralkę z której korzystamy.

Lodówkę odkupiłyśmy za symboliczną kwotę od dziewczyn, które mieszkały w tym samym pokoju przed nami. Innym koleżankom udało się pozyskać lodówkę z administracji. Nie było to jednak takie łatwe, a że nie było nikogo chętnego do pomocy, łączne z napotkanymi po drodze policjantami, to musiałyśmy ją z pomocą małego wózka same do domku dostarczyć.

Niedawno w jednym z domków zapaliła się instalacja elektryczna. Nikomu nic się nie stało, ale wszyscy musieli się wyprowadzić. Różne mniejsze i większe awarie zdarzają się dość często.

W tym roku zima nie jest specjalnie mroźna, ale w domkach to chyba zawsze był trudny okres?

W zeszłym zdarzały się poważniejsze mrozy i strasznie wiało, więc w domkach było chłodno. Drewniane stare okna nie były zbyt szczelne, więc zgłosiłyśmy ten problem w administracji. Powiedziano nam, że możemy się przenieść do domku obok , w którym okna zostały wymienione na plastikowe. Nie chciałyśmy się jednak w środku zimy przeprowadzać. Usłyszałyśmy więc, że możemy sobie kupić watę i nią zatkać szczeliny w oknach.

Kupiłyście? Pomogło? Podobno dopiero ten kto przetrwa zimę może o sobie mowić, że wie co to miekszanie na osiedlu przyjaźń. To prawda?

Nie, w rezultacie nie kupiłyśmy. Jakoś dałyśmy radę (śmiech).

Za to w lecie jest przyjemnie?

Drzewa i trawniki robią swoje. Jak tylko zrobi się ciepło znaczna część aktywności przenosi się oczywiście przed domki. Zawsze miło i przyjemnie posiedzieć ze znajomymi na dworze. Kilka razy studenci organizowali grille, ale bywa, że to nie podoba się sąsiadom. Wiosną i latem można też spotkać więcej biegaczy czy jeżdżących na rowerze.

DSC_3366

Domków jest teraz mniej, ale samo Osiedle za bardzo się nie zmienia.

Większość osób, które mieszkała na Osiedlu Przyjaźń podkreśla stosunkowo bliskie więzi łączące osoby mieszkające w domkach. O wiele większą integrację niż w innych akademikach.

Może nie wszyscy mieszkańcy całego osiedla się znają, ale jeśli chodzi o studentów mieszkających w domkach to już pewnie tak. Nie ma znaczenia z jakiej się jest uczelni. Mieszkanie na Osiedlu Przyjaźń daje pewne poczucie wspólnoty. Może właśnie dlatego, że jest to akademik inny niż wszystkie, z innymi problemami. Wspólne imprezy robią swoje. To prawda, domki są dość mocno ze sobą zintegrowane.

Zawsze był podział na tych studentów, którzy wolą się bawić i na tych, którzy przykładają większą wagę do nauki. W domku na Jelonkach wszyscy siłą rzeczy żyjemy razem. Ściany są cienkie, łazienki wspólne. Wystarczy jednak odrobina szacunku dla drugiego człowieka i można się dogadać. Zdarzały się takie przypadki, że jedni studenci prosili drugich o ciszę i mniej intensywne imprezowanie. Nie wywoływało to większego oburzenia.  Raczej nie mamy problemów z tym, żeby z innymi lokatorami się dogadać.

Co teraz robią studenci jak się nie uczą i nie imprezują?

Dla niektórych może to być zaskoczeniem, ale studenci dalej książki czytają. Nie tylko te, które trzeba znać na zajęcia. Z resztą to pewnie się nie zmieniło. Wielką zmianą natomiast są komputery i dostęp do internetu, z czego korzystają wszyscy. Dostęp do sieci oznacza oczywiście dostęp do wielu filmów i seriali, które są oglądane. Część osób ma w pokojach telewizory, ale one nie są aż tak powszechne. Granie w karty nie jest chyba tak popularne jak kiedyś, chociaż zdarzało się nam latem przed poprzednią sesją.

Karuzela była popularnym miejscem?

Klub Karuzela jeszcze funkcjonował gdy byłam na pierwszym roku studiów. Można było napić się piwa, a w weekendy były organizowane różne imprezy, czasami jakieś koncerty, występy kabaretowe czy spotkania z podróżnikami. Nie było to jednak miejsce, które mi jakoś specjalnie przypadło do gustu. Było dość ciemno i ponuro – niezbyt ładnie. Na pierwszy rzut oka Karuzela wyglądał wręcz jak jakaś lokalna mordownia. Największym atutem było tanie piwo.

Nie miałam wrażenia, że to było jakieś wyjątkowo popularne wśród studentów miejsce spotkań. Teraz gdy udało mi się nieco zapoznać z jego historią jestem trochę zdziwiona, że wielu byłych studentów darzy lokal takim sentymentem.

Jak to się stało, że trafiłaś do Grupy Odkrywkowej? Co to za projekt?

Nasza uczelniana opiekunka powiedziała, że jest możliwość odbycia praktyk w Grupie Odkrywkowej, która ma zbierać historie związane z życiem Osiedla Przyjaźń i stworzyć z nich później interaktywną mapę. Na razie to jest dopiero początek aktywności. Byliśmy na pierwszym spacerze po Osiedlu, na którym wszyscy mogli się zapoznać z topografią i dowiedzieć się do czego był wykorzystywane wszystkie budynki. To było takie rozpoznawczo-zapoznawcze spotkanie. Teraz dopiero zaczynam działać. Mam nadzieję, że dowiem się o tym miejscu więcej, a historii nie będzie brakowało.


Tych którzy nie mieli jeszcze okazji tego zrobić zachęcamy do lektury rozmowy ze Zdziśkiem, który mieszkał na Osiedlu Przyjaźń w połowie lat 70. Materiał zatytułowany „Wolność z odrobiną rozpusty” dostępny jest tutaj.