1

Anna Hop: Przez taniec do choreografii

26.06.2015

Tagi: balet, choreografia, Róża Puzynowska, taniec, teatr, Teatr Narodowy,

– Bez pasji praca w balecie wydaje się być niemożliwa. To ciężki zawód zarówno fizycznie jak i psychicznie. Często można spotkać się ze stereotypem, że tancerz tylko macha nogami, to nic innego jak brak szacunku dla nas, dla ciężkiej pracy jaką wykonujemy z pełnym poświęceniem nie tylko czasu, ale nawet całego życia. Praca tancerza wymaga ogromnego wysiłku fizycznego. Zmęczenie bywa tak duże, że potrafi zrobić się niedobrze. My tancerze jednak kochamy to, potrzebujemy tańca, potu, łez – mówi Anna Hop, choreografka i tancerka Polskiego Baletu Narodowego. Współpracę z Teatrem Wielkim zaczęła w 2009 roku zaraz po zakończeniu trwającej 9 lat szkoły baletowej. I to właśnie od tych początków zaczynamy naszą rozmowę.

Wielu młodych ludzi narzeka na zbyt dużo szkolnych zajęć. Zapewne nie wiedzą z czym przychodzić się mierzyć w szkole baletowej? 

Szkoła baletowa trwała 9 lat. Zaczęłam ją w 2001 roku. Przez pierwsze 6 lat mieszkałam w internacie. To była podwójna trudność, jako mały dzieciak musiałam radzić sobie sama z brakiem rodziny i z dyscypliną w szkole. Po tych kilku latach moja mama przeprowadziła się do Warszawy i wtedy zamieszkałam już razem z nią.

W szkole nie było łatwo. Z jednej strony trzeba było się uczyć matematyki, historii i biologii itd., a z drugiej strony uczęszczać na zajęcia zawodowe takie jak: taniec klasyczny, taniec ludowy, akrobatyka, interpretacje muzyczno-ruchowe i wiele innych. Przedmiotów nie brakowało. Pod koniec nauki oprócz matury trzeba było zdać dyplom tancerza zawodowego. Składał się on z kilku części: egzaminu na scenie, na sali baletowej oraz teorii.

Już podczas nauki w szkole wiedziałaś, że chcesz zajmować się także choreografią?

Tak, zwłaszcza podczas ostatnich lat szkoły, kiedy mieliśmy zajęcia muzyczno-ruchowe z panią profesor Hanną Chojnacką. Otwierała nam głowę na choreografię, uczyła kreatywnego podejścia. To ćwiczenia, które prowadziła, pomogły mi odkryć moje zamiłowanie do choreografii. Pani  profesor Chojnacka nawet w pewnym momencie powiedziała mi: „Wiesz, powinnaś rozwijać się w kierunku choreografii. Masz pomysły i talent”.

Kolejnym etapem, który pomógł mi zrozumieć, że choreografia jest tym, czym chcę i lubię się zajmować był udział w „Kreacjach” w Teatrze Wielkim. “Kreacje” zorganizowane przez dyrektora Polskiego Baletu Narodowego Krzysztofa Pastora dają tancerzom możliwość stworzenia własnej choreografii. To była moja pierwsza odważna próba i od tego zaczęła się moja przygoda z choreografią

Potem pojawiły się kolejne „Kreacje”. Okazało się, że ludziom podoba się to, co robię, a mi  sprawia to dużo przyjemności. Zaczęłam poważnie myśleć o choreografii. Otworzyły się nowe drogi. Pani Anna Sapiego, kierownik działu programów edukacyjnych Teatru Wielkiego – Opery Narodowej, zaproponowała mi realizowanie i tworzenie choreografii w ramach tanecznych, teatralnych projektów edukacyjnych. To trochę inna praca, współpracuję wtedy z amatorami, którzy pomimo braku umiejętności mają w sobie wiele radości i pasji. Nadal jest to zajęcie kreatywne i wciąż mogę dzięki niemu realizować swoje pomysły. Nie ma znaczenia czy układ składa się z bardziej skomplikowanych kroków, czy z prostych, dla mnie to zawsze jest twórcze działanie.

Po „Kreacjach” ze strony dyrekcji TW – ON pojawiła się propozycja zrobienia spektaklu z udziałem mnie jako choreografa. Sam pomysł był inicjatywą kompozytora, Stanisława Syrewicza. Premiera spektaklu “PUPA” na motywach “Ferdydurke” Witolda Gombrowicza odbyła się 14 lutego 2015 roku, na scenie im. Młynarskiego TW – ON.

unnamed

Anna podczas pracy na scenie fot. Raphaël Rautureau

A jak się pracowało przy realizacji tego projektu?

Realizacja trwała około dwóch lat, licząc od pierwszego spotkania z kompozytorem Stanisławem Syrewiczem. Praca nad spektaklem okazała się fantastycznym przeżyciem, była pełna inspiracji i pozwoliła mi nabrać doświadczenia.

A nie miałaś problemów z tym, żeby pogodzić pracę w balecie i pracę nad choreografiami do spektaklu?

Dzięki swojej dobrej organizacji czasu zawsze potrafiłam robić wiele rzeczy na raz. Jestem pracoholikiem (śmiech), a właściwie osobą, która bardzo lubi pracować. Nie wiem, czy to dobrze, ale takie podejście do życia sprawia, że czuję się szczęśliwa. Nie potrafię pracować wyłącznie nad jedną rzeczą w danym momencie, kiedy pojawia się tyle ciekawych pomysłów. Zawsze staram się wykorzystać, oczywiście rozsądnie, wszystkie nowe możliwości. Dopóki udaje mi się pogodzić robienie wielu rzeczy na raz, nie zamierzam z niczego rezygnować. W dodatku taniec i choreografia, to zawody, które wzajemnie się uzupełniają. Przez taniec, odkryłam swoją miłość do choreografii.

Ile godzin na co dzień spędzasz w teatrze?

Cały dzień. Próby, spektakle, praca indywidualna nad sobą. Zawsze jest nad czym pracować, zawsze można coś zrobić lepiej. Praca tancerza, choreografa, człowieka teatru nigdy się nie kończy.

Odpoczywasz czasami? Robisz sobie jakieś przerwy od pracy?

Jeżeli odpoczywam, to aktywnie. Taki odpoczynek jest dla mnie najlepszy – na przykład długi i szybki spacer, mogę wtedy wszystko przemyśleć. Zdecydowanie jednak powinnam nauczyć się odpoczywać, ale nie lenić, bo lenistwo oznacza dla mnie nudę. Od zawsze żyję bardzo aktywnie. Szkoła baletowa nauczyła mnie ciężko pracować, przywykłam do tego, pokochałam to i stało się to nieodłącznym elementem mnie i moim sposobem na życie.

Szkoła balowa uczy dyscypliny. To chyba teraz pomaga?

Szkoła baletowa zdecydowanie uczy dyscypliny. To przydaje się w każdej sferze życia. Dzięki niej wiem czym jest ciężka praca, poświecenie i wiem że tylko tak można osiągnąć w życiu wszystkie postawione sobie cele, nawet te z najśmielszych marzeń.

Wspominałaś o studiach. Jaki kierunek skończyłaś?

Studiowałam dziennikarstwo i komunikację społeczną na Uniwersytecie Warszawskim na specjalizacji PR i marketing medialny.

Przydaje Ci się to w pracy?

Tak, studia zaczęłam by rozwijać się i poznać nowe środowisko. Czułam się zamknięta wyłącznie w świecie tańca i baletu, bo to bardzo hermetyczny świat. Studia pozwoliły mi spojrzeć na życie z innej perspektywy i zwrócić uwagę na to, co się wokół mnie dzieje. Zdobyłam wiedzę, rozwinęłam się, dojrzałam. Dziś jestem magistrem. Ale to nie koniec. Teraz myślę o studiach podyplomowych, może zarządzanie instytucjami kultury? Jest wiele ciekawych kierunków i tematów.

Czy łatwo dogadujesz się z osobami, z którymi pracujesz?

Bywa różnie. Z pozycji choreografa czasem łatwiej zarządza mi się ludźmi, których się nie zna. Wspomniałam już wcześniej, że miałam okazję realizować różne projekty edukacyjne. Jednym z nich był właśnie projekt polsko-norweski “Poznanie przez taniec”. Wyjechałam do Den Norske Opera and Ballett w Oslo, gdzie rozpoczęłam pracę z ludźmi, których nie znałam i którzy nie znali mnie. Nie była to pierwsza taka sytuacja, ale wtedy zrozumiałam, że łatwiej i szybciej zdobywa się szacunek, buduje swój autorytet, co pozwala na bardzo sprawną i efektywną pracę. Zdecydowanie trudniejszą sytuacją jest praca z tancerzami, dla których na co dzień jest się koleżanką. Nie jest tajemnicą, że budowanie relacji, wzmacnianie swojej pozycji, budowanie autorytetu jest trudne, ale też konieczne, by osiągnąć swój cel. Zawsze staram się rozumieć  i szanuję ludzi, którzy ze mną pracują, zrozumieć ich potrzeby, ale przy okazji nie przestawać być wymagająca. Być może nadal wymagam za mało, bo jestem za miła (śmiech). Dobry choreograf potrafi pracować z różnymi tancerzami, niektórzy potrzebują więcej luzu, inni natomiast, by wziąć się do pracy, muszą czuć nad sobą bat. Każda osoba jest inna, nie ma jednego sposobu.

A czy na etapie tworzenia choreografii tancerze zgłaszają swoje propozycje?

Zdarza się to bardzo często. Każdy tancerz jest inny, ale też każdy choreograf pracuje inaczej. Są różne metody. Dojrzali choreografowie z dużym doświadczeniem mają już te metody wypracowane. Ja do nich dążę, nieustanie analizuję to, w jaki sposób najlepiej i najskuteczniej mi się pracuje. Staram się stawiać prze sobą różne wyzwania. Praca z tancerzami zawsze polega na współpracy. Tancerzowi można dyktować choreografię, można z nim wspólnie tworzyć choreografię, albo dać mu wolność ruchu i odczuwania.

A co robisz, gdy tancerz się buntuje. Przekonujesz go rozmową?

To zależy od relacji, w jakiej jestem z tą osobą i od tego, jak się zachowuje, czego dotyczyła sytuacja. Niektórzy potrzebują pochwały, żeby pójść dalej, z innymi trzeba obchodzić się ostrzej. Miałam wiele różnych sytuacji i w różny sposób je rozwiązywałam. Czasami tancerze sami przychodzą z problemami, po niektórych można to zobaczyć. To bardzo szeroki temat, bardzo istotne jest indywidualne podejście i profesjonalizm obu stron.

Realizowałaś jakiś czas temu choreografię do bajki dla dzieci.

Dostałam zlecenie na zrealizowanie spektaklu W Operze na Zamku w Szczecinie. Miał być to spektakl dla dzieci do muzyki Lutosławskiego. Z ponad 200 jego utworów napisanych dla dzieci, wybrałam kilkadziesiąt, i stworzyłam z nich jedną logiczną całość. Tak powstały „Bajki ci opowiem…” mój pierwszy autorski spektakl.

Nad bajką dla dzieci pracuje się inaczej?

Pracuje się tak samo jak nad każdym innym spektaklem tylko, że tematem są bajki. W przypadku tego przestawienia, to ja byłam odpowiedzialna za wybranie muzyki, złożenie jej, wymyślenie libretta i choreografii. Muzyka Lutosławskiego jest bardzo specyficzna, ze względu na ograniczenia finansowe nie mogłam sobie pozwolić na cala orkiestrę. Miałam do dyspozycji tylko jedna śpiewaczkę i fortepian. Musiałam sobie z tym poradzić i sprawić by mimo ubogiej warstwy muzycznej spektakl stal się dla dzieci ciekawy. Kolory, żywy obraz, zależało mi by cały czas coś ciekawego się działo na scenie. Utwory Lutosławskiego są czasem bardzo krótkie, potrafią trwać zaledwie minute. Z tych maleńkich fragmencików, obrazów udało mi się bez większych przeszkód stworzyć spójną całość. Podczas pracy nad spektaklem niestety zachorowałam na zapalenie płuc, ale nie powstrzymało mnie to by spędzić cały czas w operze i pracować. Przed sama premiera natomiast przyjechałam prowadzić próby z noga w gipsie. Było trudno, ale mój nieugięty charakter pomaga mi zawsze znaleźć siłę by mimo przeciwności losu móc realizować postawione sobie cele.

2

Na zdjęciu z Różą Puzynowską, której pozowała do obrazu związanego z baletem „Święto Wiosny”, Fot. Róża P.

Ciało jest dla Was narzędziem pracy. Musicie o nie pewnie szczególnie dbać.

Oczywiście, każdy tancerz musi dbać o swoje ciało pod każdy względem: wagi, sylwetki, kondycji fizycznej, zdrowia, siły. To nasze narzędzie pracy. Tak, jak u sportowca. Lecz nie zapominajmy, że tancerz nie jest tylko “pięknym ciałem” ale jest przede wszystkim artystą.

Bez pasji nie dałoby się chyba w balecie pracować?

Jak w każdym zawodzie. Bez pasji praca w balecie wydaje się być niemożliwa. To ciężki zawód zarówno fizycznie jak i psychicznie. Często można spotkać się ze stereotypem, że tancerz tylko macha nogami, to nic innego jak brak szacunku do nas, do naszej ciężkiej pracy jaką wykonujemy z pełnym poświęceniem nie tylko czasu, ale nawet całego życia. Praca tancerza wymaga ogromnego wysiłku fizycznego. Zmęczenie bywa tak duże, że potrafi zrobić się niedobrze. My tancerze jednak kochamy to, potrzebujemy tańca, potu, łez. Taniec to tez nauka choreografii, układów, kroków. Tancerz musi myśleć, musi być przytomny, zdyscyplinowany, to jest bardzo ważne. Niektórzy uczą się choreografii szybciej, inni wolniej. To nie jest taka przeszkoda, jak to że ktoś nie myśli i powtarza te same błędy. Praca tancerza jest bardzo odpowiedzialna. Zespół, soliści, wszyscy wspólnie tworzymy całość, jesteśmy odpowiedzialni za czyjąś prace. To praca na żywo, wszystko może się wydarzyć, jest stres , czasem podłoga jest śliska, zdarzy się ze orkiestra zagra coś szybciej lub wolniej. Każdy ma też prawo mieć gorszy dzień, być chorym, zmęczonym, obolałym. Jest tyle rzeczy które trzeba przezwyciężyć. Myślę, ze mało kto zdaje sobie sprawę z tego jak bardzo jest to trudna praca, wymagająca codziennej walki z samym sobą. Wiec, czy bez pasji bycie tancerzem, choreografem byłoby w ogóle możliwe?

A same audycje?

To zdecydowanie nie najprzyjemniejszy, ale nieodłączny element tego zawodu. Na audycjach jest się ocenianym. To bardzo trudne, bo kariera tancerza w dużej mierze zależy od czyjegoś gustu, bądź sympatii. To są rzeczy, na które nie mamy wpływu. Ogromna ilość czynników wpływa na karierę tancerza, co sprawia że jest to jeden z najtrudniejszych zawodów na świecie.

Mówiłaś o stresie. Czy premiera jest punktem kulminacyjnym tego stresu? Później, z każdym kolejnym spektaklem jest trochę łatwiej?

Na pewno próba generalna i premiera to są dwa momenty kulminacyjne. Później, po każdym kolejnym spektaklu jest trochę łatwiej. Nie jest też tak, że da się stres zupełnie wyeliminować, stres ten pozytywny jest nawet potrzebny ale nie ma co ukrywać że, jak parę razy przejdzie się tę samą drogę na scenie, jest dużo łatwiej przezwyciężyć tremę. Jeśli tańczy się parę spektakli tego samego przedstawienia, to nabywa się pewnego doświadczenia, wprawy i swobody. Choreografia “wchodzi w nogi” i wtedy można zacząć bawić się i cieszyć daną rolą.

Na kontuzje musicie uważać szczególnie.

Tak, kontuzje są wyjątkowo nieprzyjemne. Części urazów nawet nie zauważamy i pewnie gdyby zbadać jakiegokolwiek tancerza zawodowego, to okazałoby się pewnie, że ma ich mnóstwo. Do zawodu trzeba podchodzić odpowiedzialnie. Jeżeli rzeczywiście dzieje się coś niedobrego z ciałem, nie można tego zignorować. Czasami wystarczy odpocząć tydzień lub kilka dni i można spokojnie wrócić do pracy. Jeśli się nie dba o siebie, konsekwencją może być rok „odpoczynku”, albo nawet brak możliwości powrotu do zawodu i zakończenie kariery.

Zdradzisz nam, jakie masz plany na przyszłość?

Mam bardzo dużo planów. Najbliższym z nich jest spektakl “Calliya” na motywach “Calineczki”. W najbliższym czasie wraz z Małgorzatą Szabłowską, Stanisławem Syrewiczem, Katarzyną Rott i pozostałymi twórcami zaczynamy intensywna pracę nad spektaklem. Premiera zaplanowana jest na 3 września 2015 roku.

Nie będę zdradzała swoich planów na dalszą przyszłość, jeżeli pozwolisz (śmiech). Mam wiele marzeń. Chciałabym, aby wszystkie się spełniły, jest ich dużo i są bardzo zróżnicowane. Jednak najbardziej ciekawa jestem niespodzianek, które zawsze pojawiają się na drodze i sprawiają, że życie jest nieprzewidywalne i ciekawe. Na pewno chciałabym dalej zajmować się choreografią. Mam z tego wiele satysfakcji. Nie chcę jednak rezygnować z tańca. Jako choreograf też potrzebuję tańca, scena jest dla mnie wciąż miejscem w którym chcę się znajdować. Chciałabym dalej realizować się w tym zawodzie.


Autorem portretu Anny Hop jest Raphaël Rautureau. Tym, którzy jeszcze nie mieli okazji polecamy także rozmowę z Różą Puzynowską pt. „Śniło mi się, że gonią mnie baletki„.