DSC_5060

Janusz Cyndecki: Miniaturowa kolej – pasja na lata

04.03.2015

Tagi: hobby, kolej, modelarstwo, muzeum, pociąg,

Janusz Cyndecki jest autorem ogromnej makiety miniaturowej kolei, którą można oglądać w Muzeum Kolejnictwa. Pociągi poruszają się po przedmieściach miasta o charakterystycznej dla Niemiec architekturze. Omijają kamienice, domy mieszkalne, dużą fabrykę, port, żwirownię z koleją wąskotorową oraz parowozownie. Częścią makiety jest tzw. „Paradestrecke” – czterometrowy odcinek pozwalający na dłuższą obserwację jadących pociągów. Wszystko zostało odtworzone w skali HO. Zebranie wszystkich modeli i przygotowanie makiety zajęło Januszowi Cyndeckiemu wiele lat i nie było łatwe. O tym jak w przedwojennej Warszawie i powojennym Elblągu zrodziła się niezwykła pasja rozmawiamy z autorem makiety.

Skąd w młodym człowieku dobrych kilkadziesiąt lat temu wzięło się zainteresowanie koleją i modelarstwem?

Janusz Cyndecki: Mój ojciec w wojnie roku 1920 służył na pociągu pancernym „Mściciel”. Jego opowiadania, wspomnienia i zdjęcia z tego okresu sprawiły, że zainteresowałem się bronią pancerną. To zainteresowanie wiązało się również z moim studiami i zawodem – jestem inżynierem budowy samochodów ze specjalnością ciągniki, a moimi profesorami byli polscy twórcy broni pancernej z lat międzywojennych.

Po Powstaniu Warszawskim cała moja rodzina znalazła się w Elblągu na tzw. ziemiach odzyskanych. Tam koledzy mieli kolejki, w większości poniemieckie zabawki. Jednak wiele z nich była zdekompletowana i już nie jeździła. Ja miałem lokomotywę nakręcaną, na mechanizm zegarowy, jedyną sprawną w okolicy. Razem próbowaliśmy coś z tego zrobić. Takie to były początki.

DSC_4947

Parowozownia z obrotnicą. Makieta Janusza Cyndeckiego. Fot. Twarze Warszawy

DSC_5023

Makieta Janusza Cyndeckiego. Fot. Twarze Warszawy

Wspomniał Pan o Powstaniu Warszawskim. Urodził się Pan w stolicy?

Jestem warszawiakiem z dziada pradziada. Z rodziny stołecznych łyków – piątym pokoleniem – a moje wnuki będą już siódmym mieszkającym w stolicy. W chwili wybuchu Powstania Warszawskiego byliśmy w tej części śródmieścia, która nie była ani w rękach powstańców ani okupantów. Dopiero pierwszej nocy zostały przebite przejścia w piwnicach i cały kwartał ograniczony przez al. Jerozolimskie oraz ulice Poznańską, Nowogrodzką, Pankiewicza został przez Niemców zajęty. Po kilkunastu dniach kazano nam się wynosić i na piechotę przepędzono w kierunku Pruszkowa. Miałem wtedy kilkanaście lat i bardzo dobrze to wszystko pamiętam.

Ojciec zorientował się jednak, że możemy z tej kolumny prysnąć i przez tydzień siedzieliśmy w jakimś kurniku. Przechowano nas, a później różnymi, dziwnymi drogami wylądowaliśmy w Elblągu. Tam ojciec przez dwa lata pełnił przyzwoite funkcje i praktycznie swoją działalnością przywrócił życie miastu – uruchomił Elbląską Spółdzielnie Spożywców, która przywracała funkcjonowanie piekarni czy sklepów. Co ciekawe, kapitałem zakładowym była stodoła pełna patelni. Przewożono je do centralnej Polski, gdzie były sprzedawane i w ten sposób zdobywano środki na działalność.

Tutaj na makiecie stoi nawet model pojazdu, który jako pierwszy w życiu prowadziłem. To był trzykołowiec marki Tempo, a jeździłem nim właśnie w Elblągu.

DSC_4989

Makieta Janusza Cyndeckiego. Fot. Twarze Warszawy

DSC_4965

Makieta Janusza Cyndeckiego. Fot. Twarze Warszawy

Wracamy więc do kolei.

Tak. To właśnie wtedy zrodziło się moje zainteresowanie koleją i modelami. Rodzice wiedząc, że jestem na to strasznie napalony przez kolejne lata starali się, co jakiś czas dokupić coś do kolekcji. Niestety nie było to łatwe, ale miałem resztki kolejki firmy Trix, czyli przedsiębiorstwa, które pierwsze wypuściło modele w skali HO w 1938 roku.

Później sytuacja się jednak poprawiła i modele można było łatwiej pozyskać. Dopiero po pojawieniu się Centralnej Składnicy Harcerskiej było można coś kupić. Byłem wtedy na trzecim roku na Politechnice Warszawskiej, miałem też pracę i własne pieniądze, więc mogłem zacząć zbierać. Niektóre budynki i część wagonów towarowych, które widać na makiecie pochodzi z tego okresu. Wszystkie ciekawsze rzeczy zostały mi niestety już jakiś czas temu skradzione.

Większość modeli kupiłem w Niemczech. Tak się złożyło, że dość często wyjeżdżałem służbowo do tego kraju. To właśnie dlatego na makiecie odwzorowane jest miasto o architekturze tego regionu. Trzy kamienice to modele budynków w rzeczywistości stojących w Zgorzelcu, zaś dworzec kolejowy wzniesiono w Bonn w latach 30.

Mogę powiedzieć, że modele zbierałem przez całe niemal życie.

DSC_4939

Dworzec z Bonn. Makieta Janusza Cyndeckiego. Fot. Twarze Warszawy

DSC_4955

Pociąg Ludwika Bawarskiego. Makieta Janusza Cyndeckiego. Fot. Twarze Warszawy

W końcu zdecydował się Pan na przygotowanie makiety.

W pewnym momencie już tyle tego wszystkiego miałem, że pomyślałem o zbudowaniu czegoś większego. Miałem wizję, ale nie było gotowego planu czy projektu. Wiedziałem co chcę mieć na makiecie i byłem pewny, co do tego, jakich manewrów wykonanie powinno być możliwe. Chodziło mi o to, żeby odwzorować jak najwięcej czynności, z którymi można się spotkać na kolei. To wymagało przemyślenie układu torów i to on narzucał dalsze prace i rozmieszczenie budynków. Jako pierwsza powstała jednak parowozownia, które jest w zasadzie nadstawkę nad poziomem przedstawionego miasta.

Z bocznic znajdujących się pod parowozownią mogę wyprowadzić gotowe składy pociągów osobowych – lokomotywa manewrowa odstawia je na tor przy peronie i tam jest urządzenie, które pozwala bez dotykania rękami odpiąć manewrówkę od składu. Z parowozowni można wyprowadzić lokomotywę szlakową, podczepić ją do pociągu i wyprawić go w trasę dalekobieżną.

Wyjazd z peronu jest dość trudny i czasami dochodzi do katastrof . Raz zdarzyło mi się najechać składem pasażerskim na długi pociąg towarowy z węglarkami. Doszło do wykolejenia i niesamowitego spiętrzenia wagonów. Wszystko wyglądało bardzo realistycznie, były z tego niesamowite zdjęcia. Zresztą jak pojawiają się tutaj wycieczki szkolne to zawsze pada pytanie o to, czy nie dałoby się czegoś zderzyć lub wykoleić.

Na całej makiecie ułożone jest 160 metrów torów. Trasa, po której jadą pociągi w czasie pokazu, ma 110 metrów. W ciągu dnia każdy pociąg przejeżdża ok. 1,5 km, w związku z tym muszę ograniczyć czas jeżdżenia, bo nie byłbym w stanie odtworzyć sprzętu. Wagonów towarowych jest ok. 110 sztuk, a osobowych ok. 30. Jest tego sprzętu więc całkiem dużo. Nie ma jednak mowy o tym, żeby wszystko jeździło na raz. Mimo automatyki muszę jednak tych pociągów pilnować. Jeśli zajmę się obsługą tylko jednego lub manewrowaniem to nie ma cudów. Coś musi się zdarzyć. Najgorzej jest jak do wypadku dojdzie pod spodem bo wtedy wszystko lecie na ziemię. Na pokazie zawsze jednak pokazuję działanie obrotnicy i wyprowadzanie parowozu, osobno chodzi wąskotorówka i pociąg na krótkiej trasie towarowej. Specjalnie dla dzieci mamy też niżej dwa pociągi podmiejskiej, które zawsze budzą duże zainteresowanie.

DSC_4980

Makieta Janusza Cyndeckiego. Fot. Twarze Warszawy

DSC_4985

Makieta Janusza Cyndeckiego. Fot. Twarze Warszawy

Obserwatorzy powinni zwrócić uwagę na któryś z pociągów? Czy ma Pan tutaj unikatowe modele?

Bardzo ciekawy jest pociąg z 1874 roku należący do Królewskich Bawarskich Kolei Państwowych, którym jeździł Ludwik Bawarski – ten sam, który zbudował zamek Neuschwanstein, czyli pierwowzór zamku Myszki Miki. Na stanowisku przeglądowym w parowozowni stoi bardzo ciekawy parowóz austriacki. Niestety jego koła mają tak niskie obrzeża, że nie może się bezpiecznie poruszać po torach ułożonych na tej makiecie.

Czy planuje Pan jakieś zmiany na samej makiecie?

Kilkanaście dni temu ruszyły prace nad częścią wojskową. Jest jeszcze w powijakach. Stoi tam model tego samego pociągu pancernego, który możemy zobaczyć na torach Muzeum Kolejnictwa oraz armaty dalekosiężne, z których Niemcy w czasie II Wojny Światowej mogli ostrzeliwać wybrzeże angielskie. Modeli wojskowych mam ponad 200 sztuk, więc zobaczymy jak nam to wyjdzie.

W tym roku będę kontynuował prace nad częścią militarną. Mam nadzieję, że przy następnych pokazach w mieście samochód strażacki będzie wyjeżdżał z remizy do pożaru, a autobus będzie jeździł po mieście. Zobaczymy, może uda się zrobić coś jeszcze. Tak czy inaczej już teraz zapraszam do oglądania.

DSC_5028

Makieta Janusza Cyndeckiego. Fot. Twarze Warszawy

DSC_5014

Makieta Janusza Cyndeckiego. Fot. Twarze Warszawy

 

  • santin0

    Dlaczego w muzeum polskiej kolei prezentowana jest makieta kolei niemieckich? Dlaczego nie są wspierani producenci modeli polskiego taboru i modelarze tworzący makiety w realiach PKP?

    • wąsaty gość

      Bo jest taniej.