Natalia Nguyen

Legendy ukryte w cieniach

15.01.2015

Tagi: dziecko, kukiełki, Praga, teatr, warszawa,

Obie mieszkają w Warszawie, choć nie tu się urodziły. O swoim nowym miejscu zamieszkania mówią jednak ciepło i są z nim bardzo zżyte. Natalia Nguyen i Anna Jesinowicz, bo o nich mowa, specjalnie na potrzeby swojej podróży do Meksyku warszawskie legendy zamieniły w teatr cieni. Chcą, na przykładzie warszawskich legend, rozmawiać z indiańskimi i meksykańskimi dziećmi o emocjach. Poznajcie dziewczyny z teatrzyku Czuj, czuj.

8 stóp to rodzinna klubokawiarnia, położona tuż przy Parku Praskim i warszawskim ZOO. Założyła ją para podróżników, toteż wybór miejsca na pożegnalną imprezę kolektywu Czuj, czuj, który już w czwartek wyrusza z warsztatami do Meksyku, nie mógł być przypadkowy. I mimo iż o samym projekcie do tej pory nie wiedziałam zbyt wiele, do samego udziału w tejże imprezie zachęcił mnie głównie jeden punkt programu: Teatr cieni.

Dla mnie to niezwykłe, jak w tak prostej, przystępnej formie można zamknąć treść, która jednocześnie jest angażująca. Bo prezentowane podczas premierowego pokazu legendy warszawskie były tylko pretekstem do rozmów ze zgromadzonymi dziećmi. To swoista edukacja emocjonalna, zaczarowana w bardzo starej technice teatralnej. Zdecydowanie za mało takich wydarzeń ma miejsce w Warszawie. W alternatywie do masowych produkcji Walta Disney’a i bombardujących zewsząd japońskich kotków Hello Kitty, warszawskie legendy w wykonaniu teatru Czuj, czuj prezentują się wyjątkowo. Poznajcie zatem inicjatorki całego zamieszania.

teatrzyk

Rzutnik wyglądający na przestarzały i masa własnoręcznie zrobionych akcesoriów. Cały teatr! Fot. Justyna U.


Dlaczego właśnie legendy warszawskie?

Natalia Nguyen [NN]: Z dwóch powodów. Pierwszy to taki, że one mówią trochę o naszej kulturze, tradycji, o tym skąd wzięła się nazwa miasta z którego pochodzimy i o symbolach, które się z nim wiążą. Jedziemy z tym materiałem do Meksyku do polskich dzieci, ale chcemy również oswajać z naszą kulturą lokalnych mieszkańców – zarówno małych Meksykańczyków jak i dzieci z indiańskich wiosek.

Anna Jesinowicz [AJ]: Drugi powód zaś mocno łączy się z formą, którą wybrałyśmy, aby przedstawić te legendy. Chodzi o teatr cieni, którego tradycje sięgają III wieku p.n.e. a nawet dalej, bo tak naprawdę historia pracy z cieniem wykorzystywana była już w szamańskich obrzędach. Istnieją też przypuszczenia, że ten typ teatru pierwotnie mógł wiązać się z kultem zmarłych. No i nietrudno wyobrazić sobie małych Neandertalczyków, którzy przy świetle ogniska na ścianie jaskini małymi paluszkami odgrywali jakieś sceny.

Do dzieci ta forma trafia?

NN: Zdecydowanie tak. Szczerze mówiąc ja mam nieco dosyć nowoczesnych multimediów, bombardowania cyfrowymi mediami i chciałabym się odwołać do tradycyjnych technik, a tradycyjne legendy świetnie do tego pasują. Podoba mi się również geometria i plastyka cienia.

AJ: Cień jest dla dzieci czymś tajemniczym, budzi zaciekawienie, jest atrakcyjny wizualnie. Dzieci w ten teatr rzeczywiście się wczuwają i widać, że są zainteresowane. Są wdzięcznymi odbiorcami bo ich odbiór jest prawdziwy, szczery i autentyczny. One nie mają też zahamowań by powiedzieć, co myślą. A ponad wszystko teatr cieni jest stosunkowo łatwy do wykonania w domowych warunkach. Wystarczy prześcieradło, lampa i dłonie, żeby dobrze się bawić.

Wy poszłyście o krok dalej i macie profesjonalnie przygotowanych bohaterów.

AJ: Profesjonalnie to za duże słowo, ale faktycznie włożyłyśmy w ich tworzenie sporo pracy. Interesują nas głównie recyklingowe tematy. Worek po ziemniakach, zdjęcie rentgenowskie koleżanki, które posłużyło nam do zrobienia postaci Bazyliszka, wszelkie materiały, koronki…

teatrzyk

Niebo i morze z kolorowej folii. Tak można i w domu. Fot. J. Urbaniak

Bo jesteście teatrem amatorskim, grupą pasjonatów, która z warszawskimi legendami chce objechać  świat…

NN: Dokładnie. Nasz projekt prowadzimy razem z Olgą Ślepowrońską z Czuj, czuj, stąd również nazwa naszego teatru. To nasz pierwszy wspólny projekt, który jest zarówno teatralny, ale służy również animacji kulturalnej i wymianie.

AJ: Tak naprawdę nigdy nie miałyśmy nic wspólnego z teatrem, choć jesteśmy tym tematem żywo zainteresowane. Nasza działalność jest całkowicie spontaniczna. Nie mamy wykształcenia teatralnego, ale pasję i chęć działania. Lubimy też pracę z dziećmi, a poza tym zawsze podobały nam się teatrzyki cieni, więc pomyślałyśmy, dlaczego nie zrobić tego na własną rękę?

NN: Poza tym interesuje nas to również od strony technicznej, jak to działa… Dużo czasu zajęło nam również znalezienie odpowiednich legend do tego i ich aranżacja, tak aby były one przystępne dzieciom.

teatrzyk

Tak to widzą oglądający. Fot. J. Urbaniak

Każda legenda służy do prezentacji jednej emocji. Czy możecie o tym powiedzieć coś więcej?

NN: W swoim repertuarze mamy cztery legendy warszawskie. Przy Bazyliszku mówimy o strachu, co jest genialnym sposobem, żeby ten strach oswajać. Przy Warsie i Sawie poruszamy temat tolerancji, jako że jest to historia miłości syreny i człowieka – osób, które są od sobie różne a mimo to dochodzi do połączenia tych dwóch światów. Syrenka Warszawska to wdzięczny temat, żeby porozmawiać o wolności a przy Złotej Kaczce możemy z dziećmi porozmawiać o pieniądzach, materializmie. Legendy ułatwiają poruszanie trudnych tematów a dzieciom w zabawie i twórczości łatwiej rozmawiać o emocjach.

Dużo czasu przygotowywałyście repertuar?

NN: Dużo. Manualnej pracy było sporo, ale też przerobienie tych legend w taki sposób, żeby to było łatwo przedstawić i zgrać z resztą zespołu zajęło nam trochę. Bo to praca zespołowa, którą trzeba dobrze poprowadzić. Wiele niedociągnięć wychodziło tak naprawdę w praniu, podczas prób. Właściwie można by to polerować w nieskończoność. W pewnym momencie musiałyśmy powiedzieć: jest wystarczająco dobrze. Możemy z tym ruszać w świat.

Moim zdaniem jest świetnie. Chciałabym móc taki teatrzyk częściej pokazywać córce tu, w Warszawie. Tymczasem wy wyjeżdżacie z nim w świat.

AJ: Tak, ale ponieważ nasza działalność opiera się na wymianie, toteż wrócimy do Polski z ich legendami i bajkami, które – mamy nadzieję – będą równie wdzięcznym tematem do wykorzystania w teatrze cieni. Jak wrócimy, na pewno z tymi bajkami pojawimy się w warszawskiej przestrzeni. Natomiast legendy warszawskie mają być przede wszystkim naszą wizytówką za granicą. Chcemy za ich pomocą zapoznawać dzieci z naszą kulturą i odpowiadać też o nas samych. Bo wiele z tych dzieciaków nawet nie wie, gdzie leży Polska.

A naszym dzieciakom pewnie trudno na mapie zlokalizować Meksyk.

NN: Więc wymiana będzie sprawiedliwa!

teatrzyk

Wiecie jaka to legenda? Fot. J. Urbaniak


Natalia Nguyen jest artystą plastykiem, animatorem filmowym i animatorem kultury. Razem z Anną Jesinowicz tworzą amatorski teatr cieni Czuj, czuj, przyłączony do projektu Olgi Ślepowrońskiej, która podróżuje po świecie animując dzieci i rozmawiając z nimi o uczuciach. Premierowy pokaz ich aranżacji warszawskich legend odbył się w warszawskiej klubokawiarni 8 stóp. W czwartek z projektem ruszają do Meksyku, by polską kulturę szerzyć wśród tamtejszych dzieci.


Tych którzy nie mieli jeszcze okazji zachęcamy również do przeczytania rozmowy z Olgą Ślepowrońską, która od 10 lat jeździ po świecie z warsztatami z edukacji emocjonalnej.