gajos

„Od dziesięciu lat nie piję”, czyli echa „Żółtego szalika”

27.12.2014

Tagi: Janusz Gajos, Stare Miasto, Uniwersytet Warszawski, warszawa,

Kilkanaście lat po premierze telewizyjny film „Żółty szalik” wciąż pozostaje jedną z najdosłowniejszych i najciekawszych polskich produkcji poświęconych alkoholizmowi i zmaganiom z chorobą. Osadzony w okresie świątecznym obraz przypomniany został w środę w ramach cyklu Prawie Kino. O filmie Janusza Morgensterna opowiadał po seansie Janusz Gajos, odtwórca głównej roli nałogowo pijącego bogatego prezesa dużej instytucji.

Polskie kino nie zna wielu tak wyrazistych obrazów, jak „Żółty szalik” Janusza Morgensterna nakręcony przed czternastoma laty na podstawie scenariusza Jerzego Pilcha. To pierwszy film, który w dosadny sposób przedstawia życie alkoholika razem z dosłownie zobrazowanymi brutalnymi skutkami nałogu. Główny bohater przeżywa deliryczne halucynacje, przegrywa kolejne próby trzeźwości, jest bliski przegrania kolejnego związku. Pije w pracy, co uchodzi mu bezkarnie, bo kieruje dużym przedsiębiorstwem, ale nie pozwala na wypełnianie obowiązków, pije w knajpach w towarzystwie przygodnych pijaków, pije w domu, po którym czołga się, by odnaleźć kolejne butelki. Wiecznie miota się pomiędzy własnymi wcieleniami – trzeźwym obliczem wrażliwca i pijanym cynikiem – i zatraca pojęcie o tym, kim naprawdę jest.

Film emitowany tylko w telewizji

Obraz jest elementem telewizyjnego cyklu Telewizji Polskiej – „Święta polskie”. Każda z trzynastu dotychczasowych produkcji przedstawia problemy społeczne w tle obchodów jednego z istotnych w polskiej tradycji świąt. Alkoholik trafia więc do samotnej matki w wieczerzę wigilijną. Domowe rytuały i proste ciepło starej kobiety pomagają mu trzeźwieć i odzyskiwać nadzieję na wyjście z nałogu. Odtwórcą głównej roli jest Janusz Gajos, a owa kreacja bywa uznawana za jedną z najlepszych w jego karierze.

Premiera filmu była dużym wydarzeniem – zgromadziła kilkumilionową publiczność telewizyjną, a niektóre cytaty z „Żółtego szalika” na stałe weszły do języka popkultury – słynna scena, w której mężczyzna tłumaczy swojemu synowi, jak należy pić wódkę, zgromadziła na łamach samego tylko portalu youtube milion wyświetleń. Telewizyjny charakter obrazu sprawił jednak, że jego sukces jest nieco ulotny. Krótszy niż w przypadku filmów kinowych czas trwania – jedynie 60 minut, ograniczona do emisji telewizyjnych dystrybucja i oczywiste powiązanie z innymi produkcjami cyklu niesłusznie umieściły „Żółty szalik” wśród filmów mniej poważnych i przemijalnych. W czternaście lat po premierze obraz został przypomniany w ramach cyklu Prawie Kino organizowanego przez Niezależne Zrzeszenie Studentów Uniwersytetu Warszawskiego. Seans w auli uniwersyteckiej biblioteki przyciągnął kilkuset widzów.

„Scenariusz przykuł mnie do krzesła”

– Film jest ciągle aktualny, bo i rzecz jest ciągle aktualna. Nie da się przecież zrobić jednego magicznego ruchu ręką, by ludzie przestali wpadać w takie dołki, o których jest ta opowieść – mówił po seansie gość spotkania, Janusz Gajos. – Ważny jest jednak nie tylko problem, ale i jakość spojrzenia. Scenariusz tego filmu przykuł mnie do krzesła i od razu wiedziałem, że są wszelkie powody, by ten film powstał. Wydaje mi się, że sedno tego scenariusza leży w tym, że on przykłada lupę do problemu alkoholowego. Widzimy nie tylko to, jak człowiek popada w tę chorobę, ale potem – także jej objawy, jakbyśmy robili swoistą wiwisekcję. Taki scenariusz jest niezwykłym materiałem dla aktora – opowiadał odtwórca głównej roli.

Kierowniku! „Żółty szalik” – poezja!

Aktor mówił też o reakcjach widzów, z jakimi spotyka się do dziś. – Dosyć często jak na odległość tych czternastu lat zdarza mi się, że podchodzi do mnie ktoś na ulicy, przeważnie jest to mężczyzna, pyta, czy może mi podać rękę, dziękuje mi za tak zwany całokształt, a potem dodaje – czy pan wie, że ja już od dziesięciu lat nie piję? To bardzo wzruszające, kiedy po iluś latach okazuje się, że zasiane kiedyś ziarno przyniosło efekty – opowiadał.

Gajos dodał też, że w związku z „Żółtym szalikiem” do dziś zdarzają się też sytuacje nieoczekiwane. – Szedłem kiedyś starówką i spotkałem dwóch dżentelmenów wyraźnie potrzebujących pomocy. Zaczęli od – panie kierowniku, czy mógłby pan nas wspomóc? Żeby nie przedłużać niezręcznej sytuacji, wyciągnąłem z kieszeni dwa złote, podziękowali i ja poszedłem w jedną stronę, oni w drugą. Wtem słyszę już z pewnej odległości: kierowniku, ale „Żółty szalik” – poezja, co? – opowiadał. – Takie sytuacje wprawiają mnie w zadumę, bo to, że ktoś spróbował i udało mu się wyjść z nałogu, to wspaniale, ale nigdy bym nie przypuszczał, że dżentelmeni tego pokroju oglądali taki film. Ciekawe jak go traktują – mówił aktor.

„Ojciec chrzestny” to nowa forma słuchowiska

Wśród pytań od widzów pojawiły się także te o najnowsze kreacje Janusza Gajosa, m.in. o rolę Don Corleone w słuchowisku Krzysztofa Czeczota „Ojciec chrzestny” na podstawie powieści Mario Puzo. – Jeśli ktoś już zagrał wcześniej jakąś rolę genialnie, tak jak w tym przypadku Marlon Brando, to przy pierwszym kontakcie z propozycją zagrania takiego faceta – wszystko jedno, czy w filmie, czy w radio – gdzieś z tyłu głowy pojawia się myśl, jak to zrobić, żeby tylko nie powtórzyć poprzedniego sposobu. Człowiek kombinuje i kombinuje – myślę, że w tym przypadku udało mi się znaleźć taki sposób – ocenił aktor. – To była dla mnie bardzo ciekawa forma pracy, bo spotkałem się z takim sposobem nagrania po raz pierwszy. To nie było zwykłe słuchowisko ani czytanie lektury, tzw. audiobook, ale nowa forma. Narrator czytał, a kiedy wchodziła postać, po prostu wchodził grający ją aktor. To było nowe, bardzo ciekawe doświadczenie – mówił gość spotkania.

Cykl „Prawie kino” organizowany jest przez Niezależne Zrzeszenie Studentów od 2010 roku. W jego ramach w każdym roku akademickim organizowanych jest kilka darmowych, otwartych pokazów filmów bardzo różnych gatunków. Seansom towarzyszą rozmowy z zaproszonymi gośćmi, najczęściej aktorami, którzy komentują obraz, ale też szerzej opowiadają o swojej pracy. Od tego roku spotkania organizowane są we współpracy z fundacją Legalna Kultura, która promuje dozwolone prawnie formy kontaktu ze sztuką.