4b

Assunta: Teatr, to zajęcie nie tylko dla dorosłych

28.05.2015

Tagi: sztuka, teatr, Wawer,

O szkolnym teatrzyku mówi jasno, że to twór, który nie ma racji bytu. Zamiast bezmyślnego klepania wierszyków i scenograficznego przepychu zaproponowała uczniom ascetyzm i prawdziwą pracę z ciałem. Opłaciło się. Dziś Grupa teatralna Assunta, którą prowadzi, wygrywa liczne festiwale i osiąga znaczne sukcesy. Poznajcie Monikę Rokicką, nauczycielkę i reżyserkę, która zaraża swoich uczniów pasją do teatru.

Szkolny teatrzyk, czy już teatr? Jak można o was mówić?

Monika Rokicka: Teatrzyk szkolny to dla mnie twór, który powinien przestać istnieć. Kojarzy mi się głownie z akademiami szkolnymi, na których bezmyślnie klepie się wierszyki albo z adaptacjami lektur, które nieudolnie usiłuje się przenieść na scenę. Dorzućmy jeszcze do tego domorosłe gwiazdeczki (bo przecież Zuzia – prymuska musi grać główną rolę), wypożyczane z teatru stroje i dekoracje z kartonu i mamy kwintesencję teatrzyku szkolnego. Od tego odcinamy się z całą pewnością.

Nie jesteśmy też teatrem, bo mamy za dużo różnego rodzaju ograniczeń – zespół, który częściowo zmienia się co roku, predyspozycje i umiejętności poszczególnych osób, brak wyposażonej sali teatralnej czy też chociażby brak stałych środków na finansowanie naszych działań. Wydaje mi się, że jesteśmy gdzieś pośrodku. To, co nas różni od teatrzyku szkolnego to wolność wyborów. Pracujemy nad tematami, które nas w jakiś sposób interesują, są ważne lub ciekawe. Wybieramy temat, przyglądamy mu się, szukamy inspiracji i skojarzeń, a następnie drogą warsztatową tworzymy poszczególne fragmenty spektaklu – etiudy, które następnie łączymy w całość. Nie korzystamy z gotowych scenariuszy. Od wielu lat wszystkie nasze spektakle są autorskie.

6b

Grupa teatralna Assunta. Fot. Karolina Czelej

Czyli jakie?

Najlepiej czujemy się w symbolicznych spektaklach opartych na ruchu i muzyce, ale czasem pracujemy też słowem.  Nasze spektakle to poszukiwania – tematów, form, sposobów wyrazu. Chętnie opowiadamy historie uniwersalne, takie, w których każdy widz może odnaleźć coś dla siebie, w których współczesny człowiek może się przejrzeć jak w lustrze. Naszymi spektaklami stawiamy pytania i zmuszamy widza do refleksji. Staramy się także na nowo odczytywać teksty, na których pracujemy, spojrzeć na nie z perspektywy tu i teraz.

Wydaje mi się, że robimy spektakle ważne dla widza. Na nasze pokazy otwarte przychodzi mnóstwo ludzi, bardzo często niezwiązanych z grupą. Przychodzą, bo im ktoś o nas powiedział, bo gdzieś kiedyś nas już widzieli, bo zaintrygowała ich reklama w Internecie. I to też nas różni od teatrzyków szkolnych – nie gramy dla rodziców, babć i wujków, ale dla zwyczajnej widowni, dla ludzi, którzy przychodzą „z ulicy”.

Teatr wychowuje?

Wychowują ludzie, którzy pokazują drogę, a następnie konsekwentnie wymagają od siebie i innych. Jeśli uznamy, że teatr to zespół ludzi tworzących coś razem – tak, wtedy teatr wychowuje. Przede wszystkim uczy współpracy i odpowiedzialności za siebie i grupę, które widać nie tylko na scenie. Dla mnie zawsze wzruszające jest to, że jeśli komuś z grupy dzieje się krzywda, ma jakieś kłopoty, wszyscy stają za nim murem i starają się jakoś pomóc. Z drugiej strony, gdy widzą, że jakaś osoba nie szanuje pracy innych, nie pracuje nad wspólnym celem, potrafią jej podziękować za dalszą współpracę teatralną.

1a

Grupa teatralna Assunta. Fot. Monika Rokicka

Na czym polega specyfika tego teatru i pracy z taką grupą aktorów?

Tu nie ma żadnej specjalnej specyfiki. Wydaje mi się, że obowiązują te same zasady, co  w każdym innym rodzaju teatru. Po prostu trzeba mieć świadomość potencjału i ograniczeń. Wiadomo, że jak ktoś ma zespół baletowy, to nie będzie z nim robił opery. Tak samo w teatrze amatorskim. Jeśli wiem, że nie mam pieniędzy, nie będę robiła spektaklu kostiumowego. Kiedy mam większość zespołu nowego, nie zacznę od spektaklu tekstowego, bo najpierw muszę grupę nauczyć metafory, ruchu, pracy głosem itp.  Nie będę też pracowała nad przedstawieniem opartym na ruchu i tańcu, jeśli się okaże, że większość grupy na problemy rytmiczne. Moim zdaniem nie ma też czegoś takiego, jak tematy dla młodzieży. Jeśli grupa jest dojrzała i świadoma tego, co pokazuje na scenie – nie ma przeszkód, by to zrobić.

Wygrywacie festiwale, współpracujecie z instruktorami z całej Warszawy. Dużo tego. W czym tkwi tajemnica waszego sukcesu?

Do końca tego nie wiem. Wydaje mi się jednak, że diabeł tkwi w fundamentach, czyli w grupie. Pierwsze, co słyszą od starszych kolegów nowe osoby, chcące wejść do zespołu, to to, że teatr to ciężka praca. Zabawa? Owszem, tak. Świetna. Ale to nie ona wypełnia większą część prób. Teatralna codzienność, to ciężka harówka. Spotykamy się raz w tygodniu na próbie trwającej 3-4 godziny. Ale to nie wszystko, bo w międzyczasie trzeba ogarniać profil na FB, przygotować jakiś pomysł na zajęcia, coś napisać, wziąć udział w dodatkowych warsztatach, przygotować pokaz charytatywny itd. Wcale nie jest łatwo pogodzić tego z codziennymi obowiązkami.

5b

Grupa teatralna Assunta. Fot. Karolina Czelej

Oprócz pracy ważne są zasady obowiązujące w grupie i konsekwentne ich przestrzeganie. Nie ma czegoś takiego, jak nieprzychodzenie na próby, niezrobienie przydzielonej pracy czy niepowiadomienie o nieobecności na jakimś działaniu. Poczucie obowiązku i odpowiedzialności za grupę powoduje, że możemy na sobie nawzajem polegać.

Wszystko to przynosi efekty, które dają niesamowitą frajdę i otwierają kolejne drzwi, niosą ze sobą kolejne propozycje, wyzwania, projekty. Mam taką zasadę, że zawsze pytam grupę, czy chcą w czymś tam uczestniczyć – dodatkowych warsztatach, pokazie, spotkaniu. Przeważnie słyszę tak, cos robimy, a później wspólnie cieszymy się z efektów.

A jednak mało osób o was słyszało. Dlaczego?

Powodów jest kilka. Przede wszystkim działamy w Wawrze, który jest dzielnicą peryferyjną. Nie ma tu też zaplecza do działalności teatralnej – brak domu kultury z wyposażona sceną. Co z tego, że jest „sala teatralna”, jak nie ma w niej nagłośnienia ani potrzebnych nam świateł. Ponadto bardzo wiele informacji o rozmaitych działaniach teatralnych, w które moglibyśmy się włączyć,  po prostu do nas nie dociera. Nie mamy też zaplecza finansowego (akredytacja, noclegi, przejazdy – to kosztuje), by uczestniczyć regularnie w ogólnopolskich przeglądach i festiwalach, dzięki którym moglibyśmy być bardziej rozpoznawalni. Poza tym musielibyśmy organizować dużo więcej pokazów otwartych, występów, warsztatów, co wbrew pozorom nie jest takie łatwe – trzeba zorganizować miejsce, zająć się reklamą pokazu, przygotować materiały itp. Oprócz teatru  każdy z nas ma też swoje obowiązki. Nie jest też wcale łatwo na co dzień ogarniać kwestie promocji grupy, zwłaszcza, gdy dysponuje się budżetem zero.

4b

Grupa teatralna Assunta. Fot. Karolina Czelej

Czy osoba z reżyserskim wykształceniem spełnia się w takiej formie pracy?

Jestem przede wszystkim pedagogiem, a na studia reżyserskie zdecydowałam się, gdy już istniała moja grupa teatralna i stwierdziłam, że chyba brakuje mi narzędzi, by ich jakoś lepiej prowadzić. Studia we Wrocławiu były dla mnie świetną przygodą i dały mi nie tylko podstawy warsztatu, ale przede wszystkim utwierdziły w przekonaniu, że powinnam zaufać intuicji.

Nie wiem, czy lepiej spełniłabym się w teatrze zawodowym lub pracując jako animator. Chyba nie. Owszem, denerwuje mnie epizodyczność tego rodzaju działań teatralnych. To, że spektakl nad którym pracuje się rok,  można później pokazać tylko kilka razy, że bez przerwy zmienia się zespół i trzeba zaczynać pracę u podstaw od początku. Ale może właśnie to jest ta wartość?

Jakieś plany na przyszłość?

Zawsze marzył mi się „stały”  zespół amatorski, który mógłby być kontynuacją pracy szkolnej. Każdy kolejny rocznik zarzekał się, że taki teatr stworzy i jakoś wszystko rozwiewało się we wrześniu, gdy okazywało się, że trudno ustalić jeden dzień na próby tak, żeby wszystkim pasowało. Moje marzenie spełniło się w 2014 r. Powstał Teatr Ani Pół. Mamy już za sobą pierwszy, udany sezon teatralny. Taki jeszcze trochę organizacyjny, ale uwieńczony dwoma znaczącymi sukcesami – zdobyliśmy II nagrodę Festiwalu Teatralnego Młodych w Starej Prochowni za przedstawienie „Czasem” oraz napisaliśmy i złożyliśmy projekt na realizację nowego autorskiego spektaklu. Chcemy, aby Teatr Ani Pół nie tylko skupiał ludzi zainteresowanych teatrem, ale także tych, którzy robią coś ciekawego w innych dziedzinach sztuki. Powoli, powoli nasz zamysł staje się coraz bardziej realny.