DSC_4397

Tłusty czwartek na Górczewskiej

23.02.2015

Tagi: cukiernia, Górczewska, rzemiosło, Wola,

Tłusty czwartek w Warszawie kojarzy się przede wszystkim z długimi kolejkami w każdej niemal cukierni. Do tych najlepszych, a taką jest z całą pewnością Pracownia Cukiernicza Władysława Zagoździńskiego na Górczewskiej prowadzona już przez czwarte pokolenie cukierników, warszawiacy będą się ustawiać już w nocy. Sprawdziliśmy jak powstają jedne z najlepszych pączków w Warszawie.

Pracownia Cukiernicza Władysława Zagoździńskiego

Pracownia Cukiernicza Władysława Zagoździńskiego będzie obchodziła w tym roku jubileusz. Powstała bowiem równo 90 lat temu. Jej założyciel urodził się w Młynowie koło Równego na początku XX wieku. Trafił jednak do Warszawy, gdzie przyuczył się do zawodu cukiernika. Po zdaniu egzaminu czeladniczego praktykował w cukierni Moczulskiego przy ul. Chłodnej 40. W roku 1925 otworzył własną pracownię cukierniczą przy ul. Wolskiej 53. Po kilku latach zakład został przeniesiony do kamienicy przy Wolskiej 66, przy skrzyżowaniu z Syreny.

DSC_3947

Tak tu robią pączki. Ciasto gotowe, trzeba tylko zawinąć. Fot. Twarze Warszawy

– Niestety do czwartego pokolenia wiele historii z początków działania cukierni się nie zachowało. Z okresu przed wybuchem II Wojny Światowej najważniejsze są dwie, związane z naszymi znakomitymi klientami: Swojego adiutanta po pączki do Zagoździńskiego wysyłał sam marszałek Józef Piłsudski, kupowała je również bardzo wtedy znana i lubiana aktorka Maria Malicka. Zresztą teraz też przychodzi do nas wiele rozpoznawalnych osób. Pojawiają się aktorzy z „Rodziny Zastępczej” czy „Na Wspólnej”, prezenterzy i dziennikarze znani z różnych stacji TV. Odwiedza nas też właściciel Cyrku Zalewski. Większość z nich przychodzi tutaj od wielu lat – mówi Sylwia Tomaszkiewicz, obecna właścicielka i prawnuczka założyciela.

– Po II Wojnie Światowej i powrocie do Warszawy cała rodzina zebrała się w miejscu gdzie stała kamienica, w której mieściła się wcześniej cukiernia. Budynek udało się odbudować i wznowić działalność, ale później władze zmusiły nas do kolejnej przeprowadzki i trafiliśmy tutaj na Górczewską – wyjaśnia Pani Sylwia. Z dziejami cukierni można sie zresztą zapoznać na miejscu – na ścianach wiszą nie tylko dyplomy i certyfikaty, ale również zdjęcia i historie wcześniejszych pokoleń właścicieli.

DSC_3908

Cała linia produkcyjna. W rogu widać kolejną, smażoną partię. Fot. Twarze Warszawy

Jubileusz 90-lecia. Przepis cały czas ten sam

Ten rok jest jednak szczególny. – W tym roku mamy jubileusz funkcjonowania zakładu. Nasze pączki można było kupić po raz pierwszy 90 lat temu. Od tego czasu nie zmienia się procedura ich wyrobu – korzystamy z przepisu mojego pradziadka. Najważniejsze są naturalne składniki: dobra mąka, całe jaja – a nie takie w proszku, margaryna, mleko. Smażymy tylko na smalcu. Jako nadzienie używana jest marmolada wieloowocowa – musi być twarda, żeby nie wsiąkała w pączek – bo my wkładamy ją ręcznie przed smażeniem, a nie tak jak się teraz często robi przy masowej produkcji po usmażeniu pączka – opisuje właścicielka.

Dodaje przy tym, że prawdziwy pączek nadziewany jest marmoladą, a nie jakimiś wynalazkami: budyniem, makiem czy ajerkoniakiem. Zdradza też, że nie jest fanką udziwnionych posypek. – Nasze pączki sprzedawane są z lukrem i ewentualnie z cukrem pudrem. Można również dostać takiego bez wykończenia – zaznacza.

DSC_3921

Kolejna partia pączków gotowa! Fot. Twarze Warszawy

Pączki z Górczewskiej

O tym, że pączki, które można kupić na Górczewskiej, należą do najsmaczniejszych wiedzą nie tylko mieszkańcy Woli. Pomimo tego właściciele nie zdecydowali się dotąd na rozbudowę zakładu czy wprowadzenie nowych produktów. – O naszym zakładzie wszyscy mówią „pączki z Górczewskiej”. I tak będzie. Nie będziemy się nigdzie przenosić ani poszerzać profilu działalność. „Pączki z Górczewskiej” to pączki z Górczewskiej i nic się tutaj nie zmieni – podkreśla Pani Sylwia. – Pracownia jest malutka i nie da się jej specjalnie poszerzyć. Poza tym jeśli robi się coś dobrze to po co to zmieniać? – pyta retorycznie.

Zakład zostaje więc na Woli, z którą od samego początku istnienie jest związany. Nic nie wskazuje na to, żeby mogło się to zmienić. Nie znaczy to jednak, że nie pojawiają się pewne nowości. Od połowy roku 2014 za pączki można płacić kartą i można je zamawiać. Dowożone są na obszarze całej Warszawy. Do sprzedaży zostały również wprowadzone małe pączki bez nadzienia, które sprzedawane są na wagę.

SONY DSC

Pani Sylwia pakuje pączki. To też wyróżnia cukiernię. Fot. Twarze Warszawy

– Jestem jedynaczką. Wiedziałam, że będę tradycję kontynuować. Moje dzieci też już mają świadomość, że któreś z nich przejmie cukiernię – mówi właścicielka. Jej córka chodzi teraz do gimnazjum i już umie zawijać pączki. Młodszy syn jest jeszcze w szkole podstawowej, ale też już próbował sowich sił. W ostatnich latach mąż pani Sylwii dołączył do zespołu i nauczył się wypiekać.

Tłusty tydzień

– Tłusty czwartek to jest dla nas tak naprawdę tłusty tydzień. W karnawale w ogóle pączków sprzedaje się więcej. W ostatnim tygodniu ta liczba zaczyna rosnąć.  Zapotrzebowanie jest tak duże, że nie prowadzimy dowozów, a już w środę wprowadzamy ograniczenie w sprzedaży do 30 pączków na osobę – wyjaśnia Pani Sylwia.

– Zaczniemy pracę późno w nocy ze środy na czwartek. Do samego rana i otwarcia cukierni powinniśmy mieć ich gotowe ponad dziesięć razy więcej niż w normalny dzień. To produkcja liczona już w tysiącach. W zeszłym roku przez te dwa dni wszyscy byliśmy przez 38 godzin na nogach. To zdecydowanie najbardziej pracowite dni w roku – opisuje właścicielka.

W tłusty czwartek wypieki zaczynają się późno w nocy. Niemal w tym samym czasie w kolejce ustawiają się pierwsi klienci. Atmosfera jest raczej miła, ale zdarzają się również nieprzyjemne sytuacje. – Klienci potrafią się pobić między sobą. Zaczyna się od: Pan tu nie stał! Jak w filmie. Tak było rok czy dwa lata temu. Na szczęście jakoś sprawę udało się załagodzić i policja nie była wzywana – przypomina Pani Sylwia.

DSC_4013

Dostawy czekają na wywóz. Tuż przed wejściem pierwszych klientów. Fot. TW

Większość klientów nawet po tych kilku godzinach stania ma dobre humory. Ludzie rozmawiają, część się zna z okolicy czy wcześniejszych zakupów. Są też dość wyrozumiali i wiedzą, że po tylu godzinach i nam mogą przytrafić się wpadki. – Mi zdarzyło się wydać klientce niezapakowane pączki i w ogóle tego nie zauważyć –  mówi Pani Agnieszka, która w czasie naszej rozmowy zajęta jest pakowaniem zamówionych pączków, ale uważnie sie przysłuchuje. – Czasami mylimy się przy odliczaniu, wydawaniu. Atmosfera jest jednak radosna. Jest wtedy okazja, żeby pożartować – dodaje.

Klienci są bardzo różni, ale mili. Przychodzą pożartować, opowiadają kawały. Wielu zna nas od lat, wielu mieszka na Woli od dziesięcioleci. Mają też swoje przyzwyczajenia. Niektórzy wolą pączki bez lukru. Są tacy, którzy zwracają uwagę na to czy jest z obwódką czy nie. Jeszcze inni chcą żeby były takie odstające chrupiące kawałki.

W tłusty czwartek każdy może kupić tylko 20 pączków, jednak nie wszyscy tak robią. – Wtedy zdarza się, że dochodzi do negocjacji między klientami. Ci którzy nie chcą aż tylu pączków kupują też dla innych. Czasami klient prosi o zwiększenie liczby pączków powołując się na kogoś, kto stał przed nim i nie wykorzystał swojego limitu – mówi Pani Sylwia.

– Można też dostać dodatkowy pączek do ręki. Taki na drogę i za stanie przez kilka godzin w kolejce – dodaje Pani Agnieszka. – Mamy też takich klientów, którzy stoją w tłusty czwartek przez kilka godzin i kupują jednego pączka. Dla nich to taka świąteczna tradycja – dodaje właścicielka.


W tym roku dłuższe kolejki zaczęły się pojawiać w poniedziałek i wtorek. W środę przed cukiernią byli już nie tylko klienci, ale również kilku fotoreporterów szykujących materiały na czwartek. W tłusty czwartek rano kolejka sięgała do ulicy Działdowskiej – stali w niej wszyscy: od starszych mieszkańców Woli po studentów, którzy specjalnie wpadli po „podobno najlepsze pączki w mieście”. Pogoda była wyjątkowo dobra, a atmosfera wyjątkowo radosna. Czy jednak mogła by być inna w kolejce po pączki?

Minął już rok od napisania tego tekstu. W 2016 kolejka wydawała się dłuższa…

DSC_4439

Tłusty Czwartek w Pracowni Cukierniczej Zagoździńskiego. Sprzedaż idzie pełną parą!