ula coupland

Ula Coupland: Od płaskiej ziemi do walki z HIV

24.01.2015

Tagi: Bemowo, lekarz, religia, Uniwersytet Medyczny,

Staroobrzędowcy – w Polsce żyje ok. 1000 osób tego wyznania. Dwa większe bloki na warszawskim osiedlu. Odrzucają naukę a ich wiara ma płynąć wprost z serca, a nie rozumu. Urszula Coupland jest jedną z nich. Gdy była mała mówiono jej, że ziemia jest płaska. Teraz zajmuje się dziećmi zakażonymi wirusem HIV.

Kim jesteś?

Jestem staroobrzędowcem, lub jak niektórzy mówią bezpopowcem. Ta druga nazwa wzięła się od tego, że w naszej cerkwi zamiast popa jest nastawnik wybierany przez wiernych z danej społeczności. Nie ma tak na dobrą sprawę hierarchii kościelnej. Jeśli ktoś zada sobie trud, żeby sprawdzić choćby tekst o staroobrzędowcach na wikipedii to przeczyta tam, że jesteśmy odłamem od prawosławia powstałym w połowie XVII wieku, że jesteśmy tymi, którzy nie uznali reformy liturgicznej patriarchy Nikona. My na to tak nie patrzymy. To oni popełnili błąd odchodząc od starych rosyjskich (to bardzo niepoprawne politycznie bardzo nie lubimy byc nazwym ruskimi) tradycji. Nas jest mniej, ale to u nas obrządek pozostał niezmieniony. To nie my się odłamywaliśmy. Czasami mówią na nas raskolnicy od starocerkiewnosłowiańskiego „raskoł”, co znaczy rozłam.

Zabrzmiało stanowczo.

Bo tak wielu staroobrzędowców myśli.

Ty nie jesteś jednak bardzo mocno przywiązana do tych tradycji.

W takiej wierze wyrastałam i dorastałam. Moja rodzina nie była jednak typowa. Mój ojciec jest staroobrzędowcem, a mama katoliczką. Od małego obcowałam więc z dwoma religiami. W domu zarówno ojciec jak i babka mówili po rosyjsku, słuchali rosyjskiego radia i telewizji, w molennie (cerkwi) rozmawiało się też po rosyjsku. Do tego dochodził jako język liturgii starocerkiewnosłowiański. Jak byłam mała nie bardzo rozumiałam dlaczego część moich znajomych nie rozumie rosyjskiego.

Więc od samego początku towarzyszyło Ci poczucie odrębności?

Chyba tak, ale dopiero później było one w pełni uświadomione. Póki mieszkałam w Suwałkach czyli regionie w którym żyją niemal wszyscy polscy staroobrzędowcy i do tego jest sporo prawosławnych to nie był aż taki wielki problem. Na całym świecie nie jest nas specjalnie dużo, ale z bliskich nam krajów wielu staroobrzędowców mieszka w państwach nadbałtyckich i oczywiście w Rosji. Bardzo duże i całkiem bogate wspólnoty funkcjonują w Kanadzie – w latach 80. z resztą to one nas wspomagały. Dla naszej wspólnoty zasłużył się również Leonid Pimonow, którego fundacja sponsorowała m.in. budowę domu parafialnego w Suwałkach.

Nie byłam u komunii i bierzmowania, nie chodziłam na religię. To było dla dziecka dość trudne do zrozumienia. Większość miała święta i wolne dostawała prezenty a ja nie. Tutaj drobne uwaga – podobnie jak prawosławni – my fukncjonujemy w o parciu o kalendarz juliański. Część rówieśników nie wiedziała do końca kim jestem – mówili na mnie ‘ruska’. W liceum było już lepiej, ale dawano mi odczuć to, że nie jestem taka jak wszyscy.

1184px-Old_believers_orthodox_church_(molenna)_in_Suwałki

Molenna w Suwałkach. Fot. Michał Winiarski CC BY-SA 3.0 pl

Czym w takim razie różnią się wasz zwyczaje i wierzenia od prawosławia, które jak rozumiem jest najbliższe.

Obawiam się mówienia o szczegółach związanych z doktryną, wolałabym rozmawiać o tym jak ja te obyczaje pamiętam. Po przeprowadzce do Warszawy straciłam codzienny kontakt z innymi staroobrzędowcami i trochę obawiam się, że nasze zwyczaje, taki jak pamięta je moja babcia powoli będą odchodzić.

Zachęcam do sięgnięcie do źródeł jeśli chodzi o sam rozłam i reformę Nikona. Warto pamiętać, że najważniejszy i obowiązujący jest dla nas Stary Testament, a Nowy uznawany jest za księgę świętą, ale o mniejszym znaczeniu. Gdybym ja miała scharakteryzować staroobrzędowców to powiedziałabym, że najbardziej widoczną cechą jest ignorowanie nauki i postępu technicznego. Czasami można usłyszeć, że mamy być „głupi w wierze w Pana Jezusa” i coś w tym jest. Gdy byłam mała, a to nie było znowu aż tak bardzo dawno temu, ciągle dzieci uczono, że ziemie jest płaska. Wiem to brzmi dość dziwnie, ale musicie też zrozumieć, że to ma gwarantować prawdziwą, żarliwą i nie opartą w skomplikowanych dogmatach wiarę. Wiarę, która płynie z serca a nie rozumu. Prostota, pokora, antyintelektualizm – to kolejne przymiotniki, które nas opisują.

To również sprawia, że nasze zwyczaje są dość głęboko zakorzenione w wiekach poprzednich, przystosowane raczej do pierwszych niedużych i samodzielnych wspólnot chrześcijańskich niż sformalizowanego kościoła katolickiego czy prawosławnego. Trzeba też pamiętać, że duża niezależność poszczególnych wspólnot przez wszystkie lata musiała doprowadzić do pewnego zróżnicowania zwyczajów.

Teraz ja zadam Ci pytanie? Jesteś katolikiem? Zostałeś ochrzczony? Wiesz jak to wyglądało?

Tak całkiem zwyczajnie. Rodzice zanieśli małego owiniętego dzieciaka do księdza i on pokropił czoło wodą.

U nas to by nie zostało uznane. Dla nas nie byłeś ochrzczony a jedynie pomazany. Dla staroobrzędowca, żeby chrzest był ważny musi dojść do zanurzenia całego człowieka. Kiedyś robiło się to w jeziorach czy rzekach, ale teraz często w np. dużych beczkach. Nastawnik chwyta odpowiednio dziecko, tak żeby zakryć mu nos i usta i zanurza trzy razy. To jest chrzest.

Sakramenty w ogóle uznajemy tylko trzy. Wspomniany chrzest, ślub i namaszczenie. Nie ma komunii a spowiedź jest powszechna. Ceremonia zaślubin jest bardzo podobna do prawosławnej – nad głowami młodych trzymane są korony. Z kolei przy pogrzebach było kiedyś tak, że trumnę kobiety musiały nieść kobiety, analogicznie w przypadku mężczyzn.

Jakie są jeszcze charakterystyczne dla was zwyczaje?

W ciągu roku jest bardzo dużo postów. W zasadzie niemal cały czas jakiś jest. Są dość mocno zróżnicowane i nie każdy polega na całkowitym powstrzymaniu się od jedzenia. Można kupić kalendarze, w których są one odpowiednio kolorami pooznaczane.

Moja babcia zawsze mówiła, że nastawnik powinien być żonaty, bo człowiek, który ma swoją własną rodziną należącą do wspólnoty jest bardziej zaangażowany w jej życie i problemy. Są on też jego rodzinnymi sprawami. Kiedyś nastawnicy niechętnie chrzcili dzieci ze związków mieszanych czy nieformalnych, ale teraz to się zmienia.

Jak wygląda samo nabożeństwo?

Jeśli chodzi o samą atmosferę i wygląd świątyni to najbliżej im do prawosławnych cerwkii. Budynki wyglądają bardzo podobnie, w środku jest bardzo dużo ikon i dymu z palących się świec i kadzideł. Nastawnik stoi przodem do ołtarza i tyłem do wiernych. Kobiety są oddzielony od mężczyzn i stają po lewej stronie. Kobieta musi być zakryta od stóp po głowę. Dobrze widziany jest pełen zarost u mężczyzn.

W zwyczajną niedzielę jest tylko ranna modlitwa, a to dlatego, że główna wieczernia jest zawsze w soboty. Modlitwy są głownie śpiewane i wszystko trwa zdecydowanie dłużej niż kościele katolickim. Najbardziej charaterystyczne są całonocne czuwania w najważniejsze święte. W Boże narodzenie zaczyna się ok. 8:00 wieczorem, a kończy koło 10:00 nad ranem. Dopiero wtedy wracam do domu na uroczyste śniadanie, nie ma dzień wcześniej wieczornej wigilii. W trakcie porannego posiłku dzieci dostają prezenty, które oczywiście przynosi Dziadek Mróz.

Gdyby ktoś z czytelników miał okazję zobaczyć takie nabożeństwo to zwrócił by uwagę na to, że kłaniamy się w pas lub do ziemi [Tu następuje prezentacja ukłonu do ziemi: Na początku Ula jakby kuca, tak żeby nie dotknąć kolanami do ziemi, bo nie chodzi tu o klękania a kłanianie się właśnie, i dopiero potem rękami i czołem dotyka do ziemi – przyp. autora]. Osoby starsze lub schorowane mogą się kłaniać tylko do ławy czy krzesła. Trzeba przyznać, że wszystko to jest dość wymagające fizycznie. Stosunkowo mało się siedzi. Przy całonocnych nabożeństwach nastawnik może wiernego zwolnić na krótką przerwę – korzystałam z tej możliwości będąc małym dzieckiem – udostępniano nam dom parafialny.

W molennie spożywa się od czasu do czasu również wspólne posiłki. Z tego co pamiętam jest tak w trakcie obrzędów pogrzebowych. Wtedy spożywa się kutię jedną łyżką ze dużego wspólnego naczynia.

dzieci molenna suwałki coupland

Wielkanoc w molennie w Suwałkach w roku 1992. Fot. Archiwum prywatne

Czego boi się staroobrzędowiec?

Antychrysta oczywiście. Jakoś wyleciał mi z głowy (śmiech). To jednak nie jest kwestia do śmiechu. Jak już mówiłam wiara staroobrzędowca ma być głęboka i nie do końca rozumna. Strach przed złym jest dla nas bardzo istotny. To realne i najgorsze ze wszystkich zagrożenie. Mnie to trochę ominęło ze względu na mamę katoliczkę, ale antychrystem to dzieci się u nas straszyło.

Ilu staroobrzędowców żyje obecnie w Polsce? Organizujecie jakieś spotkania czy zloty?

Nie do końca jest taka potrzeba. Większość z nas pochodzi z tego samego regionu, problem dotyczy takich jak ja, którzy wyjechali na studia czy przeprowadzili się do większych miast. Nie wiem jak teraz, ale kiedyś były organizowane bale staroobrzędowców, które miały pomóc młodym w poznaniu się. To jednak nie była tradycyjna instytucja, powiedziałabym, że raczej impreza jak każda inna (śmiech).

W Polsce największym ośrodkami są Suwałki, Augustów, Gabowe Gądy, Wojnowo czy Gałkowo. Łącznie jest nas obecnie zapewne nieco powyżej 1000 osób. Kiedyś na ziemiach polskich żyło nas więcej, ale po ostatnich zmianach granic wielu przeniosło się na Litwę. Jeśli ktoś chce się dowiedzieć więcej to może do nas zajrzeć w wakacje. To w końcu popularne regiony a jeszcze kilka lat temu wstęp do świątyń dla osób innego wyznania był bardzo utrudniony.

W Wojnowie funkcjonował zakon. Obecnie nie ma takiej instytucji w Polsce i najbliższy jest chyba na Łotwie. Pomimo tego, że nie jest nas dużo część tradycji udaje się utrzymać. Część moich kuzynów jest dużo bardziej związana z wiarą i tradycją i świadomie ją kultywuje. To bardzo dobrze bo to różnorodność, którą warto chronić.

Uczyli Cię, że ziemia jest płaska a antychryst jest realnym zagrożeniem. Przy całym antynaukowym czy antypostępowym charakterze religii poszłaś jednak na studia…

Nie przesadzaj. My nie żyjemy w jakimś zaściankowym, oderwanym od współczesności świecie. Religia i kwestie wiary to jedno, a dla wielu młodych ludzi życie to drugie. Jak w przypadku każdego innego wyznania dawno przestało to bezpośrednio wpływać na nasze życie. Całe społeczeństwo się laicyzuje i staroobrzędowcy też. Nowi nastawnicy też są bardziej postępowi – nasze wspólnoty mają swoje miejsce w sieci, korzystają z tego co nowe. Wszystko się zmienia.

Zarówno ja jak i moje rodzeństwo poszliśmy na studia. To oderwało nas trochę od tradycji. Nie zawsze mogliśmy wracać do domu na święta, nie jeździliśmy co tydzień z Warszawy do Suwałk. Skończyłam Uniwersytet Medyczny i teraz jestem lekarzem w trakcie specjalizacji z pediatrii, w Klinice Chorób Zakaźnych Wieku Dziecięcego Uniwersytetu Medycznego, w zespole który pracuje z dziećmi zakażonymi z wirusem HIV. Mam ogromne szczęście, że trafiłam do zespołu prof. Magdaleny Marczyńska, bez której ten program nie działałby tak skutecznie.

Mogę Ci powiedzieć, że jako ten wsteczny staroobrzędowiec (śmiech) jestem nieustannie zaskakiwana brakiem wiedzy o AIDS i HIV wśród Polaków.

To dziwne, wydawało mi się, że wiedza o AIDS jest powszechna. O tym, jak można się zarazić mówi się od lat.

Może i się mówi ale do ludzi to nie dociera. Szokujące jest to, jak wiele osób utożsamia chorego na AIDS czy nosiciela wirusa z narkomanem-homoseksualistą. Obecnie do większości zakażeń dochodzi w drodze kontaktów heteroseksualnych. To schorzenie, które dotyka osoby niezależnie od preferencji seksualnych czy pochodzenia. To nie jest choroba wielki miast. O tym często studenci nie mają pojęcia! I to nie są staroobrzędowcy.

Wiele osób ciągle nie wie o tym, że matka, która jest nosicielką wirusa HIV nie musi urodzić zakażonego dziecka. Udaje się temu zapobiec już w niemal każdym przypadku. Przez naszą klinikę przeszło już ponad 600 takich zdrowych pacjentów.