stolica1974_nr_42_20.10_s_01

Warszawianki w PRL i dziś

08.03.2015

Tagi: dziecko, kobieta, manifa, ruch społeczny, święta,

Jak pisano o kobietach i ich problemach pięćdziesiąt lat temu w popularnym magazynie „Stolica”? Pierwsza rzecz, jaka rzuci się nam w oczy to fakt, że o codziennych trudach życia kobiet najwięcej można było dowiedzieć się z materiałów publikowanych w okolicach 8 marca. W innych miesiącach, jeśli w ogóle o nich wspominano, to raczej przy okazji bolączek trapiących każdego mieszkańca.

Materiały publikowane z okazji Dnia Kobiet koncentrowały się wokół tylko kilku tematów. Jednym z nich były bardzo praktyczne kwestie związane z utrzymaniem domu i wyposażeniem mieszkania, drugim obowiązki kobiet wynikające z konieczności opieki nad dziećmi, trzecim praca zawodowa, ostatnim relacje pomiędzy nimi a mężczyznami. Większość tekstów próbowano tworzyć w duchu równouprawnienia, ale wystarczy się w nie wczytać, by zobaczyć, że w praktyce było do niego bardzo daleko. Głosy nawołujące do większej aktywności mężczyzn w pracach domowych nie pojawiały się zbyt często. 

Co dzisiaj zrobić na obiad?

Jakie pytanie najczęściej gnębi kobiety? Oczywiście to najbardziej prozaiczne: „Co dzisiaj zrobić na obiad?” pisała „Stolica” w roku 1961. Autor artykułu nie starał się jednak odpowiedzieć na postawiony na wstępie problem. Zauważył jednak, że mimo licznych jadłodajni, stołówek czy barów mlecznych ponad 80 proc. obywateli żywi się w domu, a przygotowanie posiłku spoczywa na barkach nowoczesnej kobiety. „Z tą wszakże różnicą, że babki spędzały między kuchnią a stołowym pokojem długie godziny, dysponując pieczenie w zawiesistych sosach, podczas gdy ich pracowite wnuczki wpadają do domu późnym popołudniem z siatką wyładowaną zakupami i co tchu zabierają się do przygotowywania posiłku (…) Współczesna kobieta, chcąc nie chcąc, występuje codziennie w roli domowego ekonomisty i dietetyka zarazem, a że nie jest to rola łatwa, bardzo sobie ceni każdą sensowną pomoc w tej dziedzinie”.

Licealistki rok 1961 Stolica 1961

Warszawskie licealistki zdobywają praktyczną wiedzę. „Stolica”, 1961.

Zastanawiacie się pewnie, kto takiej pomocy może udzielić? Mąż? Dzieci? Nie! To Komitet do Spraw Gospodarstwa Domowego przy Zarządzie Głównym Ligii Kobiet, który organizuje liczne kursy i szkolenia m.in. w domach towarowych. Można się na nich dowiedzieć, jak dobrze zaparzyć herbatę, szybko przygotować posiłek czy skorzystać z nowych narzędzi kuchennych. I choć Komitet wiele już zrobił to „kobietom pracującym i gospodarującym przyda się bardzo niejedna jeszcze rada i propozycja, jak najszybciej i najekonomiczniej wykorzystać swój czas, siły i pieniądze”.

W roku 1967, i zapewne w innych latach, w stołecznym CDT z okazji Dnia Kobiet organizowane były „Tygodnie praktycznej gospodyni”. Z okazji swojego święta panie mogły kupić takie artykułu jak: komplety talerzyków, komplety szczotek, uniwersalne otwieracze do słoików i konserw, automatyczne zapalniczki do gazu czy różne rodzaje popielniczek ceramicznych oraz bambusowe pojemniki na kwiaty.

Staranniejszy niż zazwyczaj maquillage

O tym kobieta powinna pamiętać zwłaszcza w dniu swojego święta. O 8 marca powinni myśleć „nie tylko mężowie, koledzy z pracy, no i naturalnie dyrektorzy – lecz także i same kobiety. Bo w tym dniu będą przecież ośrodkiem zainteresowania, będą przyjmować podarki, życzenia i staropolskim zwyczajem będą całowane w rękę. I o tej ręce powinny pamiętać. Na pewno warto zrobić manicure i przez kilka poprzedzających dni smarować ręce specjalnym kremem, aby usunąć wszystkie nieestetyczne spierzchnięcia (…) warto też wstać 15 minut wcześnie, aby po nałożeniu innej, niż na co dzień sukni, zrobić staranniejszy niż zazwyczaj maquillage”. Pan dyrektor, wręczając goździka, mógłby się przecież przerazić, a tego w dniu swojego święta żadna Pani by przecież nie chciała.

o czym marzy dziewczyna 1968

Warszawianka spełnia swoje marzenie. „Stolica”, 1968.

Na zakupy kobiety chodzą i tak przeważnie same. Niezależnie od tego, czy chodzi o domowe sprawunki, czy ubranie. Z tekstu z roku 1968 jednoznacznie wynika, że młode warszawianki marzą przede wszystkim o nowych butach, a każda z nich „wybiera starannie, przymierza kilkukrotnie, długo podziwia w lustrze, ciekawie słuchając komentarzy innych. Dlatego dziewczyna zwykle kupuje sama. Jakie męskie ramię zniosłoby trudy tak żmudnych poszukiwań?”

Jednak w przesłanym w roku 1964 do redakcji „Stolicy” liście jeden z czytelników pisał: „Tylko mężczyzna pracuje; kobiece zajęcia się nie liczą, tego wieczornego gotowania, sprzątania, zmywania nawet się nie zauważa (…) Szczerze więc podziwiam warszawianki, które potrafią pracować w biurze czy laboratorium przy taśmie montażowej lub rajzbrecie. Biorą na swoje barki część kłopotów związanych z utrzymaniem domu, gotują dzieciom, sprawdzają lekcję (…) a prócz tego są ładne, ubrane z szykiem, wabią oko”.

Warszawska matka pracuje 16 godzin na dobę

Pod koniec lat 60. zdaniem „Stolicy” warszawska matka pracowała średnio 16 godzin na dobę. „Jej roboczy dzień zaczyna się sporo wcześniej, zanim zobaczymy ją na ulicy, prowadzącą dziecko do przedszkola. Kończy się późnym wieczorem: po domowych porządkach, w których pomoc malca jest najzupełniej symboliczna [bo czy mógłby pomagać ktoś inny? – przyp. red.], czeka ją przecież mnóstwo innych zajęć (…) Znamy blaski i cienie powszedniego dnia Warszawy: sytuację w usługach, handlu, komunikacji (…) Warto przy tym pamiętać o tych, które niedostatki naszej codzienności odczuwają najmocniej – o pracujących i zawodowo, i w domu kobietach”.

W roku 1970 Barbara Ubysz pisała, że każdej kobiecie przydałaby się trzecia ręką, a w powiedzeniu tym można wyczytać nie tyle ironię czy rozgoryczenie, a chęć przystosowania się do większych zadań, jakie przejmuje kobieta. Wszystko to zacząć się miało „od tak zwanego równouprawnienia”. „Kobieta może się kształcić i wykonywać zawód na równi z mężczyzną. Rywalizuje z nim i współzawodniczy na polu naukowym, społecznym i zawodowym. Tylko w jednym pozostała bez konkurencji. Jak dotąd żaden mężczyzna nie urodził dziecka ani też nie wziął na siebie obowiązków macierzyńskich”.

Fotoreportaz dzien z zycia kobiety

Dzień z życia warszawianki. „Stolica”, lata 60.

W dalszej części tekstu autorka starała się wykazać, że kobiety lepiej przystosowały się do wyzwań XX wieku, czego dowodem jest ich dłuższa średnia życia. Zwracała też uwagę na negatywne efekty upowszechnienie się telewizji. „Dla nikogo nie jest tajemnicą, że telewizja zmieniła rytm życia rodzinnego i towarzyskiego. Bezkompromisowo poddali się temu mężczyźni stając się niewolnikami małego ekranu. Pani Kowalska mówi „mój ledwie zje obiad, już pyta co dziś w telewizji”. Telewizja wypełnia mężczyźnie czas po pracy, przykuwając go do fotela. Natomiast kobieta po zajęciach zawodowych rozpoczyna w domu drugi etat (…). Dlatego trzeba zatrudnić w domu mężczyznę, jeżeli nie na całym etacie, to przynajmniej w połowie”.

Niewiele się zmieniło?

W kontekście całej tej historii rzut okiem na to, co dziś dzieje się wokół Dnia Kobiet daje pewne światło na sytuację współczesnej kobiety w polskim społeczeństwie. Z jednej strony jest obraz, który ulega przemianie, ale jednocześnie jest to też obraz, który może przygnębiać, albowiem przez ostatnie kilkadziesiąt lat zmieniło się zbyt mało. Polska kobieta w gruncie rzeczy nadal jest ofiarą patriarchatu, w którym za swoje wyjątkowe zasługi i zasuwanie przy garach otrzymuje 8 marca zwiędłego tulipana. Odpowiedzią nie ma być matriarchat. Odpowiedzią ma być uznanie, że owszem – jesteśmy różni, ale w tej różnorodności równi wobec prawa i obyczaju.

W tym roku przez część polskich miast, jak co roku, przetoczą się grupy kobiet związane ze środowiskami feministycznymi. Tych kobiet, które chciałyby zabrać głos w publicznej debacie na temat swojego miejsca w społeczeństwie. Mamy XXI wiek, a ich postulaty w wielu miejscach nadal pokrywają się z tymi, które głosiły ich prababki. Przypomnijmy, że w gruncie rzeczy Dzień Kobiet to nie jest święto goździka i rajstop, ale święto walki o równouprawnienie. Władzom PRL udało się to rozmyć, a samo święto szalenie spłycić.

– Manifa to jest takie wejście z kijem w mrowisko. Wiele osób mówi dziś, że przecież możemy realizować swoje pasje, pracować, robić karierę i nie mamy się, o co burzyć, więc te wszystkie manify nie mają dziś sensu. My przypominamy, że jednak mają. Z jednej strony wszyscy uspokajają, że przecież jest dobrze, a jednocześnie nie pozwala nam się decydować choćby o własnym ciele i dokonywać legalnej aborcji. Nie mamy równych szans w pracy, w domu, a urlopy ojcowskie są wciąż nieporównywalnie krótkie w stosunku do tych macierzyńskich. To, czego chcą kobiety – to nie jest powrót do matriarchatu. To równość wobec prawa i obyczaju. Kobiety walczą o to nieprzerwanie od ponad 100 lat – wyjaśnia Justyna, warszawska aktywistka i uczestniczka Manif.

8 marca ustalono Międzynarodowym Świętem Kobiet w 1910 roku. Ogłoszono je dla upamiętnienia ofiar walki o równouprawnienie. Część środowisk twierdzi, że bezpośrednim impulsem do ustanowienia tego święta były strajki i manifestacje kobiet w 1908 roku w Nowym Jorku, kiedy to na ulice wyszło 15 tysięcy robotnic, żądając polepszenia warunków pracy.